Szwejk


Sorry, your browser doesn't support Java.

"Wielkie czasy wymagają wielkich ludzi. Istnieją bohaterowie nieznani, skromni, bez sławy i historii Napoleona. Analiza ich charakteru zaćmiłaby jednak sławę nawet Aleksandra Macedońskiego. Dzisiaj na ulicach praskich możecie spotkać steranego życiem człowieka, który sam nawet nie wie, jakie znaczenie ma w historii nowych wielkich czasów.

Idzie sobie skromnie swoją drogą, nikomu się nie naprzykrza i jemu też nie naprzykrzają się dziennikarze, którzy domagaliby się od niego wywiadu. Gdybyście go zapytali, jak się nazywa, odpowiedziałby wam skromniutko i prosto: "Jestem Szwejk."

Otóż ten cichy, skromny człowiek jest naprawdę tym starym, poczciwym wojakiem Szwejkiem, mężnym i statecznym, który niegdyś za czasów Austrii był na ustach wszystkich obywateli królestwa czeskiego, a którego sława nie zagaśnie nawet w republice.

Bardzo kocham zacnego wojaka Szwejka i opisując jego losy czasu wojny światowej, mam nadzieję, że wy wszyscy będziecie sympatyzowali z tym skromnym, nieznanym bohaterem. On nie podpalił świątyni bogini w Efezie, jak to uczynił ten cymbał Herostrates, aby się dostać do gazet i do czytanek szkolnych. To wiele."

JAROSLAV HASEK



Kim był Hasek? I kim jest jego Szwejk?

      Jarosława Haska przedstawiano jako "cynicznego potwora", który całe swoje życie spędził w knajpach przy wódce i piwie, był porywczy i celował w wywoływaniu awantur. W jego twórczości niczym nie maskowana, brutalna prawda o życiu pojawiała się w taki sposób, że co wrażliwsi czytelnicy mogli posądzić autora o cynizm.

      W jednej z humoresek opowiadał na przykład o tym, jak to gromadka dzieci płata figle i gasi świece przy trumnie dziewczynki, która "była głupia, miała wodę w głowie i umarła mając cztery lata". Szwejk na kazaniu feldkurata Katza w więziennej kaplicy wybucha płaczem wcale nie dlatego, że wzruszyły go budujące przykłady o skruszonych grzesznikach, a znowu widok pobojowiska usianego trupami komentuje w dosyć osobliwy sposób.

      Powiada, że w przyszłości będą tu wspaniałe zbiory. Jego cynizm chwilami jest gestem obrony przeciwko brutalnemu światu, chwilami zaś prześmie-wczym dystansem wobec tego, co dzieje się dokoła. Jest pozorowany, i jest też autentyczny, przemyślnie wypracowany jako cząstka postawy plebejusza, który przeszedł w życiu wiele upokorzeń i cierpkich doświadczeń.

      Szwejk na swoim cynizmie nigdy nie traci. Zdarza się natomiast, że przynosi mu on korzyści tego rodzaju jak dostanie się na służbę u Katza. Zawsze daje mu poczucie niezależności i jest jakby pancerzem osłaniającym przed ciosem. Haśek również krył się za maską "cynicznego potwora".

      We wspomnieniach przyjaciół pojawia się też inne oblicze Haska, bywalca praskich piwiarni - dobroduszne, wesołe, radosne. Franciszek Sauer, niebieski ptak dzierżawiący małą drukarenkę, w której odbito pierwsze wydanie "Przygód", opowiadał, że Haśek lubił się bawić, najlepiej czuł się w gronie kamratów przy kuflu piwa, uważnie słuchał ich opowieści, ale zawsze chciał przewodzić zabawie i skupiać na sobie zainteresowanie całego grona.

      To prawda, że miał niespotykany talent gawędziarski i sypał opowieściami jak z rękawa. Nigdy nie brakowało mu pomysłu na nowelę czy humoreskę, pisał je od ręki; nim atrament wysechł, słał do redakcji któregoś z czasopism i natychmiast domagał się zaliczki. Szwejkowi też gęba się nie zamyka.

      Na każdą okazję ma jakąś historyjkę zasłyszaną, przypowiastkę a propos lub całkiem bez związku. Łukasz to jego bezustanne gadanie - w którym rzeczywistość wojenna, uświęcone regulaminem wojskowym podziały ról i zależności w armii, wszelkie autorytety podtrzymujące zmurszałą monarchię zostają nagle zdegradowa-ne, ośmieszone, sprowadzone do jakichś trywialnych zdarzeń z codzienne-go życia prostych ludzi - nazywa bałwanieniem się swego ordynansa.

      Nie chce go słuchać, bo widzi w Szwejkowych opowieściach tylko głupotę i prostactwo. Ale ustępuje przed nimi pokonany. I na tym polu Szwejk również odnosi zwycięstwo.

      Natrętne przypowieści Szwejka są rozbudowanymi anegdotami, bądź tylko zalążkami anegdoty, jakby gnomicznymi formami humoresek. Mieści się w nich nagromadzona wiedza o ludziach i świecie, którą bohater zdołał zebrać i przechowuje ją jakby w rozproszeniu, pozornie bez żadnego ładu i porządku. Z niej buduje własną wizję świata oswojonego i bliskiego swojej mentalności.

      Wizję świata plebejuszy, którzy nie będą angażować się w cudze sprawy. Szwejk wie swoje. Wie, że jak świat światem nikt jeszcze nie -wymyślił takiej władzy i takiego państwa, w którym człowiek szary, mały i biedny nie obrywałby kuksańców to z lewa, to z prawa. Ale państwa, systemy władzy i podpierające je autorytety istniały i będą istnieć.

      W "Przygodach" w komentarzu odautorskim czytamy: "przygotowania do uśmiercania ludzi zawsze odbywają się w imię Boga, czy też w ogóle w imię jakiejś domniemanej wyższej istoty". Człowiek jest zniewolony i musi się bronić. Oczywiście sytuacja wojny, prowadzonej przez obcą prostemu Czechowi monarchię w imię całkowicie obcych mu celów, potęguje poczucie zniewolenia i skłania do maksymalnego wysiłku w obronie własnej godności i obszaru własnej niezależności.

      Szwejk, przymuszony do lojalności wobec państwa austriackiego, przybiera postawę obywatelskiego nieposłuszeństwa. Nieposłuszeństwo to ukrywa pod płaszczykiem obywa-telskiej gorliwości, przesadnej subordynacji wobec nakazów państwa i równie przesadnej ludzkiej życzliwości w stosunku do tych, którzy są nie z jego stanu. Dobitnym świadectwem tej postawy jest jakże śmieszny, a równocześnie mający głęboki sens, ów szczególny dar Szwejka doprowa-dzania każdego rozkazu przełożonych do absurdu.

      Wszystko, co mu polecą, wykonuje bez szemrania i wiele własnej inicjatywy wkłada w to, by polecenie zostało spełnione w jak najbardziej karykaturalnym kształcie.

      Myśl Thoreau zapewne jest ukryta w powieści Haska i w pewnym sensie kształtuje postawę jej głównego bohatera. Thoreau pisał: "W takim państwie, w którym rząd niesprawiedliwie więzi ludzi, jedynym miejscem odpowiednim dla spra-wiedliwego człowieka jest także więzienie". Cóż z tego, że Szwejk nie wędruje dobrowolnie do więzienia na znak protestu w stosunku do Austrii? To nie byłoby w stylu tego człowieka, który na wózku inwalidzkim kazał się wieźć przez całe miasto na komisję poborową przed oblicza groźnych i nieubłaganych oberiejtnantów arztów.

      Plebejska mądrość nakazuje mu, by we właściwy sobie sposób, to używając maski błazna, to kryjąc się pod przybieraną postawą dobrodusznego prostaczka, odciął się od głupoty i niesprawiedliwości państwa. Szwejk na każdym kroku manifestuje, że ze zdziecinniałym cesarzem, jego tragikomiczną armią, w której wszystko "gnije i śmierdzi", z całą tą rozpadającą się monarchią i zidiociała wojną nie ma nic wspólnego. Posiadł sztukę przynoszenia klęski tym, którzy ubrali go w mundur i kazali walczyć.

      I to sztukę przynoszenia klęski bez żadnego aktywnego działania ze swej strony. Nie spiskuje przeciw dowódcom, nie próbuje wysadzić w powietrze transportu jadącego na front, ba, nawet nie podstawi nogi generałowi latrynowemu czy podporu-cznikowi Dubowi, choć z nim właśnie najbardziej ma na pieńku.

      Długo można roztrząsać tekst powieści, analizować każde jej słowo w poszukiwaniu choćby śladu jakiegokolwiek programu politycznego Szwejka. Bez skutku, bo go tam nie ma. Szwejk jest całkowicie indyferentny politycznie. Polityka go nie obchodzi. Nie dlatego, by bał się politykować. On po prostu widzi jej absurdalność we wszelkich postaciach, czy to lojalizmu w stosunku do monarchii manifestowanego przez Duba i kadeta Bieglera, czy też anarchizmu, którego wyrazicielem jest jednoroczny ochotnik.

      Nawet czeska sprawa narodowa, której zdają się sprzyjać z lekka Łukasz i Sanger, jest dla Szwejka dosyć obojętna. Leży poza polem jego zainteresowań lub, mówiąc inaczej, budzi jego nieufność. W bohaterze powieści pobrzmiewają echa Maskowych przygód z polityką i echa jego lektur pism Kropotkina, z których przyswoił sobie najbardziej teorię o bezwzględnej wolności jednostki.

      Osobowość Haska stanowiła zagadkę psychologiczną, i taką samą zagadką jest Szwejk. Pogodna twarz o bezczelnie zadowolonym z siebie uśmiechu, naiwne spojrzenie dziecięcych oczu, sposób bycia ni to dekownika, ni to powolnego jak ciepłe kluchy gapia, który bez większego zainteresowania obserwuje, co dzieje się dokoła. Kryje się za tym plebejska flegmatyczność, obojętność wobec obcych Szwejkowi spraw i jego niczym nie zmącony spokój. To jest postawa psychofizyczna, która nie tyle tai się pod maską głupoty, cymbalstwa, kretynizmu, ile przez ludzi nie rozumiejących tej postawy jest odczytywana jako kretynizm infanterzysty Szwejka.

      Kretynizm prawdziwy bądź udawany. To Katz i Łukasz traktują go jak autentycznego przygłupka, chwilami dobrodusznego, chwilami zaś złośli-wego lub nawet groźnego. Dla Balouna i braci żołnierskiej Szwejk nie jest przy głupkiem.

      W interpretacji postaci Szwejka obieranie takiego postępowania, które zmierza do oddzielenia cech świadczących o jego głupkowatości od cech świadczących o jego sprycie i przebiegłości, wydaje się niewłaściwe. Wiedzie bowiem do daleko idących uproszczeń i wniosków fałszywych. Po jednej stronie krytycznej barykady sytuuje się wówczas powieść i jej bohatera i traktuje się tę nierozłączną całość jako samą wulgarność, czczą gadaninę, pusty śmiech ze spraw poważnych.

      W konsekwencji "Przygody" otrzymać muszą, i w czeskiej krytyce otrzymywały, etykietkę utworu społecznie szkodliwego. Po drugiej zaś stronie barykady wyolbrzymia się i demonizuje plebejski spryt, opór i bunt Szwejka wobec wojny, militaryzmu, konserwatyzmu politycznego i obyczajowego. Przypisuje mu się cechy zamaskowanego rewolucjonisty, bądź też rewolucjonisty in statu nascendi.

      Szwejk nie jest rewolucjonistą i nie chce nim być. To zwyczajny, prosty człowiek, który "idzie sobie skromnie swoją drogą". Nie marzą mu się wiekopomne czyny jak "cymbałowi Herostratesowi". Nie chce burzyć ani też budować świata na nowo. Ale - jak to czytamy we wstępie - zapytany, kim jest, pewnie odpowiedziałby z dumą: jestem Szwejkiem! Właśnie z dumą.

      Bo być Szwejkiem nie oznacza być głupkiem lub spryciarzem, lecz z tych pozornych cech stworzyć pancerz osłaniający przed nieprzyjaznym człowiekowi światem i bronić rudymentarnych wartości życia i człowieczeństwa.

      Komizm wymaga dystansu do rzeczywistości przetwarzanej w rzeczywi-stość artystyczną. Haśek miał ów dystans. Przez trzysta lat w obcej monarchii, pod panowaniem obcych władz pragmatycznie rozumujący Czesi, wcale nie skłonni do romantycznych zrywów wolnościowych, ukształtowali w sobie zdolność psychicznego dystansowania się od tych, którzy nimi rządzili.

      Ta cecha ujawniła się najostrzej podczas pierwszej wojny światowej. Czech, ubrany w obcy mundur i poganiany do walki o nie swoje interesy, czuł się w tej wojnie co najmniej nie na miejscu. Tak jak Szwejk - nie włączył się w nią, bo nie mógł się włączyć, przez cały czas był psychicznie poza jej kręgiem i tym ostrzej widział absurdalność i śmieszność tego, co się dzieje.

      I dlatego w postaci Szwejka, w jego flegmatycznym nieangażowaniu się, w tym szokującym na pierwszy rzut oka zwracaniu uwagi na dziurawy nocnik, podczas gdy obok leży zbombardowany pociąg, jest jakaś cząstka charakteru narodowego.

      Do dziś krążą o Haśku opinie, że był opanowany manią włóczęgostwa. Szwejk również cierpi jakby na manię włóczęgostwa. Z Putimia do Budziejowic wędruje tak, jak gdyby chciał obejść kulę ziemską dokoła. Powiada, że wszystkie drogi i tak prowadzą do Budziejowic, kierunek nie jest więc ważny, byle iść przed siebie. Kiedy indziej znowu z rozbrajającą beztroską przebiera się w porzucony mundur żołnierza rosyjskiego, a jest to punkt wyjścia do innej jakościowo wędrówki, tym razem szlakiem jeńców rosyjskich.

      Szwejk włóczęga w świecie ogarniętym szaleństwem wojny powinien czuć się w dwójnasób bezdomny. Nic z tego. Szwejk tego rodzaju rozczarowania i frustracje ma już poza sobą. Dla niego są to sprawy głupie, podobnie jak rozważania Jurajdy, kucharza, okultysty i filozofa. Pod gołym niebem wędrując jak zbłąkana owca, w szynku i w kancelarii Łukasza, w eszelonie jadącym na front i w wynajmowanym pokoiku u pani Mullerowej Szwejk czuje się jednakowo bezpieczny i zadomowiony. On to zadomowienie nosi w sobie jak każdy obieżyświat.

      Wydaje się, że nie potrzebuje czerpać wartości z zewnątrz i na zewnątrz szukać punktów oparcia. Ma je w sobie niczym busolę, która wskazuje mu, jak żyć, by nie tylko przetrwać, lecz tryumfować nad życiem, podporządkowywać je sobie i modelować według własnego gustu i chęci.

      Pomagają mu w tym zdolności stwarzania na każdym miejscu i w każdej sytuacji obszarów zacisznych, wypełnionych swojskością. Wystarczy trochę ludzkiego ciepła i serdeczności, wystarczy dotknięcie przedmiotów pro-stych, jak kubek z gorącą kawą czy szczotka do zamiatania, wystarczy choćby pomyśleć o zwykłych, przyziemnych sprawach, by powstał taki obszar. Szwejk tworzy go bezustannie w swoich przypowieściach i w działaniu.

      Swojskością potrafi wypełnić nie tylko kuchnię i knajpę, ale nawet celę aresztancką. I wtedy jest panem sytuacji. Żadna siła nie może odebrać mu spokoju ducha ani dokonać zamachu na jego godność ludzką.

   ©2003 Przemysław Nowak. Wszelkie prawa zastrzeżone.